Samotność na emigracji ma swój szczególny smak. To nie jest brak ludzi — ludzi jest aż nadto. To brak swoich ludzi. Takich, przy których nie trzeba tłumaczyć kontekstu, żartu, tęsknoty.

Dlaczego w Londynie jest to trudniejsze

  • Odległości. Znajomy „niedaleko" to często godzina w jedną stronę.
  • Rytm pracy. Kiedy Ty kończysz, oni zaczynają.
  • Rotacja. Ludzie przyjeżdżają i wyjeżdżają — po kilku takich pożegnaniach przestaje się inwestować.
  • Po czterdziestce naturalnie zawęża się krąg. Nowe znajomości nie zdarzają się już same.

Samotność to sygnał, nie wyrok

Warto traktować ją jak głód albo pragnienie: to informacja, że czegoś potrzebujesz, a nie dowód, że coś jest z Tobą nie tak. Ludzie są zwierzętami stadnymi i tęsknota za kontaktem jest zdrowa, nie wstydliwa.

Najtrudniejszy jest pierwszy krok w stronę ludzi — bo robi się go właśnie wtedy, kiedy ma się na to najmniej siły.

Co realnie działa

  1. Regularność zamiast wielkich planów. Ta sama kawiarnia w sobotę rano, ten sam kościół, ta sama grupa biegowa. Znajomości rodzą się z powtarzalności, nie z jednorazowych wyjść.
  2. Jedna aktywność z ludźmi w tygodniu. Cokolwiek, byle poza domem i z kimś.
  3. Odezwij się pierwszy. Połowa osób, o których myślisz, że zapomniały — myśli dokładnie to samo o Tobie.
  4. Nie czekaj na „lepszy moment". On nie przychodzi sam.

Kiedy poprosić o pomoc

Jeśli samotność trwa miesiącami, odbiera sen, apetyt i ochotę na cokolwiek — to już nie jest tylko samotność i nie trzeba sobie z tym radzić samemu. Rozmowa z lekarzem rodzinnym (GP) albo z terapeutą to zwykły, rozsądny ruch, a nie ostateczność. W Wielkiej Brytanii wsparcie oferuje też Samaritans pod bezpłatnym numerem 116 123, całą dobę, po angielsku.

A jeśli po prostu brakuje Ci ludzi do rozmowy — po to między innymi powstał ten portal.