Samotność na emigracji ma swój szczególny smak. To nie jest brak ludzi — ludzi jest aż nadto. To brak swoich ludzi. Takich, przy których nie trzeba tłumaczyć kontekstu, żartu, tęsknoty.
Dlaczego w Londynie jest to trudniejsze
- Odległości. Znajomy „niedaleko" to często godzina w jedną stronę.
- Rytm pracy. Kiedy Ty kończysz, oni zaczynają.
- Rotacja. Ludzie przyjeżdżają i wyjeżdżają — po kilku takich pożegnaniach przestaje się inwestować.
- Po czterdziestce naturalnie zawęża się krąg. Nowe znajomości nie zdarzają się już same.
Samotność to sygnał, nie wyrok
Warto traktować ją jak głód albo pragnienie: to informacja, że czegoś potrzebujesz, a nie dowód, że coś jest z Tobą nie tak. Ludzie są zwierzętami stadnymi i tęsknota za kontaktem jest zdrowa, nie wstydliwa.
Najtrudniejszy jest pierwszy krok w stronę ludzi — bo robi się go właśnie wtedy, kiedy ma się na to najmniej siły.
Co realnie działa
- Regularność zamiast wielkich planów. Ta sama kawiarnia w sobotę rano, ten sam kościół, ta sama grupa biegowa. Znajomości rodzą się z powtarzalności, nie z jednorazowych wyjść.
- Jedna aktywność z ludźmi w tygodniu. Cokolwiek, byle poza domem i z kimś.
- Odezwij się pierwszy. Połowa osób, o których myślisz, że zapomniały — myśli dokładnie to samo o Tobie.
- Nie czekaj na „lepszy moment". On nie przychodzi sam.
Kiedy poprosić o pomoc
Jeśli samotność trwa miesiącami, odbiera sen, apetyt i ochotę na cokolwiek — to już nie jest tylko samotność i nie trzeba sobie z tym radzić samemu. Rozmowa z lekarzem rodzinnym (GP) albo z terapeutą to zwykły, rozsądny ruch, a nie ostateczność. W Wielkiej Brytanii wsparcie oferuje też Samaritans pod bezpłatnym numerem 116 123, całą dobę, po angielsku.
A jeśli po prostu brakuje Ci ludzi do rozmowy — po to między innymi powstał ten portal.