Wiele kobiet, z którymi rozmawiam, mówi to samo zdanie, tylko innymi słowami: „Przez dwadzieścia lat wiedziałam, co trzeba zrobić. Teraz nie wiem, na co mam ochotę".
To nie jest słabość. To skutek długiego bycia dla kogoś. Uwagę, która przez lata była skierowana na zewnątrz, trzeba delikatnie zawrócić do siebie — i to się da zrobić.
Od czego zacząć
- Od drobiazgów, nie od rewolucji. Kawa wypita na siedząco. Spacer bez celu. Jedna godzina w tygodniu, w której nikt niczego od Ciebie nie chce.
- Od ciała, które też przeszło ten rozwód. Nie chodzi o wygląd — chodzi o sen, o ruch, o to, żeby znowu czuć, że jest Twoje.
- Od ludzi, którzy zostali. Przy rozstaniu zawsze część znajomych „przechodzi" na drugą stronę. Ci, którzy zostali, są warci telefonu.
O poczuciu winy
Bardzo często wraca w takiej formie: „rozbiłam dzieciom dom". Warto to zdanie odwrócić: dzieci nie potrzebują rodziców pod jednym dachem za wszelką cenę. Potrzebują rodziców, którzy nie gasną. Dom, w którym jest spokój, jest lepszy od domu, w którym jest komplet.
Twoje szczęście nie jest odebrane nikomu. Ono jest raczej pożyczone dalej — dzieciom, które patrzą, jak dorosły człowiek radzi sobie z trudnym życiem.
Randkowanie bez lęku
Pierwsza kawa po latach potrafi przerażać bardziej niż rozmowa o pracę. Kilka rzeczy pomaga:
- umów się w dzień, w miejscu publicznym, na godzinę — nie na cały wieczór,
- powiedz komuś bliskiemu, gdzie jesteś,
- nie musisz opowiadać całej swojej historii przy pierwszym spotkaniu,
- jeśli coś Ci nie pasuje, wolno wyjść. Naprawdę wolno.
Nie szukasz ratunku. Szukasz towarzystwa. To zupełnie inna, znacznie lżejsza sprawa.